09.10.2025 / Codzienność
Odejście Björna
Odejście Björna wstrząsnęło nami na tyle, że czuję potrzebę przewartościowania swojego życia. Nieważne, że mieliśmy czas na pożegnanie. I pomimo tego, że mamy w hodowli jego piękne dzieci. Gdy patrzę na nie to widzę cząstkę niego, ale wcale mi go to nie przywraca, nie koi bólu ani tęsknoty. Nie pomagają jego puchary i nagrody z zawodów i wystaw ani cała galeria pięknych portretów. Nasza córka straciła najlepszego psiego przyjaciela - a my wyjątkowego kompana, którego nic już nie przywróci. Chciałabym teraz wsiąść w machinę do cofania czasu i chociaż raz pojechać z nim na rowerze - kiedy razem we dwójkę pędziliśmy przez las to nic innego się nie liczyło. Chciałabym jeszcze raz zobaczyć jak łaskocze nosem Kaję lub Maję - rozśmieszał je do granic możliwości ale jednocześnie zachowując dużą czułość i ostrożność. Jego delikatność przywodziła mi na myśl kota - nie strącał przypadkiem rzeczy i dokładnie wiedział jak bawić się z małymi dziećmi by nic je nie zabolało. Bardzo go to odróżniało od reszty naszych psów - często zwariowanych suczek czy Fenrisa, który z założenia wydaje się nie wiedzieć gdzie się kończy a gdzie zaczyna. Chciałabym jeszcze raz zobaczyć ten pełen entuzjazmu wyraz mordki i błyszczące oczy, które pytały jaka będzie następna przygoda. I zobaczyć, jak próbuje zgadnąć co może zrobić żeby nas ucieszyć. Chciałabym się z nim pobawić, tak po prostu, pogłaskać i przytulić.
Ale nie mogę.
Mogę tylko pozwolić sobie na to uczucie beznadziejnej straty, a potem kawałek po kawałku się pozbierać i każdą kolejną chwilę spędzoną z naszymi wyjątkowymi psami doceniać jeszcze bardziej. Bo kiedy ich czas się skończy to nie będzie już powtórek.